Słynne schody


Schody Potiomkinowskie
Idea urządzenia reprezentacyjnych schodów ceremonialnych należała do wybitnego architekta A. I. Mielnikowa i stanowiła część projektu zagospodarowania bulwaru (obecnie Bulwar Nadmorski). Dnia 15 czerwca 1826 roku projekt bulwaru został zatwierdzony przez cara Mikołaja I. Monumentalne schody zostały zbudowane w 1841 roku.
Autor projektu, architekt Boffo, z wielkim wyczuciem opracował ich proporcje (szerokość w górnej części wynosi 12,5 metra, a w dolnej — 21,6 metra). W rozwiązywaniu problemów technicznych i konstrukcyjnych związanych z budową stopni uczestniczyli inżynierowie J. Morozow, Uopton oraz inni. Schody liczyły 200 stopni: 10 biegów po 20 stopni każdy oraz 10 spoczników. Ich długość wynosi 142 metry, a wysokość — 24 metry. Schodziły bezpośrednio do samego morza.
Schody Potiomkinowskie zostały wzniesione w miejscu wcześniejszych schodów, wykutych w wapieniu. Prowadziły one do tureckiej twierdzy Yeni-Dunia. Później istniały tu drewniane schody o 220 stopniach, które prowadziły do morza, w kierunku plaży przeznaczonej do kąpieli.
Na uwagę zasługują pewne szczególne cechy schodów. Patrząc na nie z góry, widoczne są jedynie spoczniki (z wyjątkiem górnego biegu). Balustrady wydają się równoległe. Ten efekt wizualny osiągnięto dzięki stopniowemu poszerzaniu się schodów ku dołowi. Gdy natomiast patrzy się od dołu, spoczniki znikają. Przed oczami ukazuje się nieprzerwany kaskadowy ciąg stopni, jakby schody „rosły”.
Taki właśnie był zamysł ich twórców: sztucznie wzmocnić perspektywę, wizualnie wydłużyć schody i nadać im majestatyczny wygląd. Stopnie i podesty były wyłożone kamieniem z Triestu, który transportowano statkami przybywającymi do miasta po zboże. Boczne balustrady o wysokości dwóch metrów wykonano z lokalnej muszlowej skały. W 1933 roku, podczas przebudowy, stopnie zostały obłożone różowoszarym granitem.
W różnych okresach schody nosiły nazwy: Gigantyczne, Bulwarowe oraz Miejskie. Po premierze filmu Sergiusza Eisensteina Pancernik „Potiomkin” otrzymały nazwę Potiomkinowskich, ponieważ niektóre sceny filmu były kręcone właśnie na nich.
Pisarz z Odesy Jurij Olesza napisał: „…Słynne schody Odesy po filmie Pancernik „Potiomkin” weszły do pamięci ludzkości tak jak katedra w Mediolanie i Wieża Eiffla”. O Schodach Potiomkinowskich pisali również inni literaci: Nieczuj-Łewycki, N. Garin, A. Grin, M. Twain, A. Swirski, O. Ostrowski, J. Połoński, K. Czukowski.
Obecnie schody liczą 192 stopnie. Osiem stopni zostało zasypanych, gdy ulica Nadmorska została podniesiona do obecnego poziomu.






Schody Umarłych
Historia pierwszej seryjnej morderczyni w Odesie
Tak zwane „Schody Umarłych” łączą ulicę Deribasowską ze Zjazdem Polskim; kilka metrów dalej znajduje się jedno z wejść do Portu Morskiego. Do dziś miejsce to emanuje chłodem i — zwłaszcza nocą — budzi grozę przez cienie sunące po ścianach pobliskich budynków…
W połowie XIX wieku w Odesie zaczęli bez śladu znikać mężczyźni, w większości przybywający do miasta drogą morską. Wieloletnie śledztwa nie przynosiły żadnych rezultatów… Pewnego dnia jednak los uśmiechnął się do śledczych, a mieszkańcy miasta pogrążyli się w bezkresnym przerażeniu i osłupieniu. Pewna dama kupiła na targu Privoz pasztecik mięsny od bardzo atrakcyjnej, choć już nie młodej kobiety. Gdy ugryzła domowy wypiek, odkryła w środku — obok farszu — paliczek ludzkiego palca! Naturalnie wybuchła panika i histeria. Natychmiast wezwano policję, a sprzedawczyni została aresztowana.
Podczas przesłuchania wyszło na jaw, że kobieta „pracowała” w jednym z domów przy tak zwanej „ulicy białych prześcieradeł” (tak wówczas w Odesie nazywano „ulice czerwonych latarni”). Zabijała swoich klientów, a aby zatrzeć ślady zbrodni, wyrabiała z nich paszteciki. Nazywała się Róża. Była kobietą niezwykle okrutną, a zarazem pierwszą seryjną morderczynią w historii Odesy — i dość nieudolną. Sama sprzedawała swoje wyroby. Prawdopodobnie, gdyby powierzyła tę czynność komuś innemu, nigdy by jej nie schwytano. Zeznała również, że jeśli słyszała coś podejrzanego lub coś ją zaniepokoiło, wyrzucała ciało klienta przez okno na trawnik (okna jej pokoju wychodziły na nieoświetloną przestrzeń między budynkiem a omawianymi schodami). Następnie schodziła na dół i grzebała ciało na miejscu. Podczas oględzin odnaleziono szczątki ponad dwudziestu mężczyzn.
Róża nigdy nie potrafiła wyjaśnić sensu ani celu swoich czynów, jednak została uznana za poczytalną i skazana na śmierć przez powieszenie.




Schody Gigantyczne
Kolejne mistyczne miejsce Odesy
Historyczne schody rozciągające się od skrzyżowania Bulwaru Sił Morskich (do 2024 roku — Bulwar Żwaniecki, do 2009 roku — Bulwar Sztuk) i ulicy Handlowej aż do ulicy Nadmorskiej.
Właśnie tutaj — na skrzyżowaniu Bulwaru Sił Morskich i ulicy Handlowej — pod koniec XIX wieku odeski kupiec i radny miejski Konstantin De-Azarta zbudował zamek, który został zniszczony podczas II wojny światowej. Schody prowadziły bezpośrednio do tej rezydencji.
„Na końcu ulicy Handlowej, ku morzu, tam gdzie dziś wznosi się wspaniały zamek De-Azarty, niegdyś rozciągał się porośnięty zakurzoną trawą pusty plac, ograniczony z jednej strony spichlerzami zbożowymi Sabanskiego, z drugiej — ogrodem domu arcybiskupiego, a od strony morza — stromym urwiskiem. Pojawił się De-Azarta, upodobał sobie puste miejsce z widokiem na morze, zburzył chatkę, wzniosł na jej miejscu okazały pałac i pogrzebał pod nim starą legendę dawnej Odesy” — pisał A. M. Deribas w książce Stara Odesa.
A jakaż to była stara legenda dawnej Odesy?
Jak relacjonuje doktor filologii, profesor i kierownik Katedry Językoznawstwa Stosowanego Odeskiego Uniwersytetu Narodowego im. I. I. Miecznikowa, Natalia Kondratenko, właśnie w miejscu zamku pana De-Azarty oraz na schodach zaczął pojawiać się duch przeklętej matki dziewczyny, która rzuciła się z urwiska. Duch nieszczęśnicy pojawia się aż do dziś; kuleje i „poluje” wyłącznie na młodych kawalerów. Dziewczyna w sukni ślubnej pojawia się nagle, jakby znikąd, i prosi o pomoc, twierdząc, że skręciła nogę. Współczujący śmiałkowie próbowali jej pomóc.
Po przejściu kilku kroków nagle prosiła, by zawrócić i podnieść but z bolącej nogi. Młodzieniec odwracał się, by go odnaleźć, a gdy ponownie się obracał — duch znikał.
Tak więc duch ten do dziś „nie zniknął” i trafił na listę mistycznych adresów Odesy. Zamek, który niegdyś zdobił to miejsce, w rzeczywistości nie pogrzebał starej legendy dawnej Odesy — to on sam, niestety, został zniszczony.
Mistyką mistyką, lecz schody nadal pełnią swoją funkcję — i to bardzo aktywnie. Miejsce jest bowiem niezwykle dogodne: można wyjść na Bulwar Sił Morskich, zejść w dół i znaleźć się na ulicy Nadmorskiej, tuż przy przystanku trolejbusowym oraz kilku liniach autobusowych.


Słynne zjazdy

Zjazd Łanżeronski
Zjazd Łanżeronski znajduje się w centralnej części miasta i rozciąga się od ulicy Łanżeroniwskiej do ulicy Nadmorskiej (praktycznie aż do wejścia do Morskiego Portu Handlowego Odesy). Schody oraz mury oporowe zostały wzniesione w połowie XIX wieku (architekci P. Kolo i K. Dallakwa).
Dom nr 1, po lewej stronie (tzw. dom Gerboliniego), został zbudowany w 1841 roku (architekt F. Boffo).
Dom nr 2, po prawej stronie, powstał w latach 50. XIX wieku (architekt D. Kolo) i przed Rewolucją Październikową był wykorzystywany jako pomieszczenia magazynowe oraz noclegownia. Z tego powodu nocował tu Maksym Gorki, który przez pewien czas pracował w Porcie Odeskim jako tragarz; później zatrzymywał się tu również Aleksandr Grin.
Obecnie w tym budynku mieszczą się Muzeum Morskiego Portu Handlowego Odesy oraz Misja Marynarzy (międzynarodowa organizacja społeczna działająca pod patronatem Korony Zjednoczonego Królestwa, udzielająca pomocy marynarzom znajdującym się w trudnych sytuacjach).




Zjazd Polski
Ulica Polska, która przechodzi w zjazd o tej samej nazwie, jest jedną z najstarszych ulic Odesy. Rozpoczyna się przy ulicy Żydowskiej i kończy na Placu Celnym.
W okresie radzieckim ulica Polska nosiła imię włoskiego rewolucjonisty Giuseppe Garibaldiego, który kilkakrotnie odwiedzał Odesę. Zjazd Polski w połowie XIX wieku nazywano Celnym i Portowym. Po Rewolucji Październikowej zjazd otrzymał imię odesyty, szefa sztabu Czerwonej Gwardii — Mojżesza Kanguna, który odniósł śmiertelne rany podczas powstania styczniowego. Obecną nazwę ulica zawdzięcza temu, że w pierwszej połowie XIX wieku polska szlachta budowała przy niej spichlerze, w których składowano zboże przeznaczone do dalszego transportu do krajów basenu Morza Śródziemnego.
Plac Celny, na który „wpada” Zjazd Polski, nosił w różnych okresach nazwy: Kwarantannowy, Portowy oraz Dewołanowski, a w czasach radzieckich — plac Wakulenki. Stąd można szybko dotrzeć do głównego wejścia do portu morskiego.




Zjazd Dewołanowski
Zjazd Dewołanowski (wcześniej — Zjazd Wakulenki) znajduje się w starej części miasta. Biegnie równolegle do Zjazdu Polskiego, od ulicy Żydowskiej do Placu Celnego.
Zjazd trzykrotnie zmieniał swoją nazwę: Lewaszowski — na cześć Władimira Lewaszowa, hrabiego, generała majora i gubernatora Odesy w latach 1876–1878; Wakulenki — na cześć bolszewickiego podoficera Grigorija Wakulenki, jednego z organizatorów powstania na pancerniku „Potiomkin”; oraz od 1995 roku — Dewołanowski, na cześć Franza de Volana, który odbudowywał Odesę wspólnie z de Ribasem.
W 2024 roku przeprowadzono kompleksową przebudowę nawierzchni zjazdu; obecnie trwają prace związane z rozbiórką zrujnowanych budynków.



Zjazd Wojskowy
Zjazd Wojskowy na przestrzeni dziejów wielokrotnie zmieniał swoją nazwę. Przyczyna była dość prosta: stąd zaczynała się jedna z głównych arterii komunikacyjnych łączących miasto z portem Praktycznym (Wojskowym). Droga biegła dnem Wojskowego wąwozu, przecinała ulicę Deribasowską, Rynek Grecki, następnie prowadziła aleją Aleksandrowską do Wolnego Rynku, a dalej do placu Privoz. W ten sposób tworzyła jedną długą ulicę, noszącą jednocześnie nazwy Aleksandrowska, Gawanna i Starobazarna.
Z czasem arteria ta została podzielona na kilka odcinków: zjazd, aleję, ulicę oraz trzy place targowe. Sam zjazd nosił kolejno nazwy: Wąwóz Wojskowy, Portowy, Wojskowy, Portu, Sabaniejewski, Sabaniejew, Sabański, Wojskowo-Portowy, Woroncowski, Zjazd Skarbowy, a także ulica Portowa.
Wąwóz Wojskowy kończył się w pobliżu Rynku Greckiego, a nad nim przerzucono kamienne mosty: Sabaniejewski (1828–1836), tzw. Deribasowski lub Gimnastyczny (1811–1812) oraz jeszcze jeden, bez nazwy, na skrzyżowaniu dzisiejszych ulic Łanżeroniwskiej i Gawanny (1810). Później górna część wąwozu została zasypana wraz z dwoma ostatnimi mostami i obecnie ten odcinek w zasadzie stanowi ulicę Gawanną.


Zjazd Kwarantannowy
Zjazd Kwarantannowy to niepozorna, dawniej zaniedbana ulica w samym centrum starej części miasta, biegnąca od parku Szewczenki (ulica Kanatna) do Placu Celnego. Jeszcze do niedawna nie wyróżniała się niczym szczególnym, a długie betonowe ogrodzenie sprawiało monotonne wrażenie. Jednak od ubiegłego roku wszystko się zmieniło.
Dziś zjazd jest nie do poznania: drzewa zostały przycięte, śmieci usunięte, a co najważniejsze — na betonowym ogrodzeniu pojawiły się sylwetki w stylu dawnej Odesy. Nie tylko się pojawiły, lecz ożywiły to miejsce i tchnęły w nie duszę. Są to prace młodych, utalentowanych artystów, które opowiadają dawne historie z życia mieszkańców Odesy.
